Pierwszy raz spróbowałem znaleźć Klarna w panelu wpłat polskiego bukmachera w 2019 roku. Klient z Wrocławia, mój ówczesny rozmówca w sprawie metod płatności, był pewien, że „gdzieś tam musi być” — przecież w sklepach z butami jest. Nie było. Wtedy też nie. Teraz, kiedy piszę te słowa, mamy 17 legalnie licencjonowanych bukmacherów na polskim rynku, a Klarna nadal nie figuruje w żadnym panelu kasy. To nie przeoczenie. To wynik trzech twardych ograniczeń: ekonomicznego, regulacyjnego i reputacyjnego.
Polska branża zakładów wzajemnych odprowadziła w 2024 roku około 2,5 mld zł podatku — to nie jest sektor, który improwizuje z metodami płatności. Każda integracja musi przejść przez sito Ministerstwa Finansów, AML, kosztów prowizji i polityki samego dostawcy. Klarna nie przechodzi żadnego z tych sit, a w niektórych wypadkach — co pokażę dalej — sama Klarna chowa się pod blatem, kiedy ktoś próbuje ją tam wpychać.
Ten tekst to nie spekulacja, czy „może kiedyś”. To rozkład na czynniki pierwsze, dlaczego nie. I co musiałoby się stać, żeby cokolwiek się zmieniło — bo akurat w 2026 zmienia się wiele, tylko w odwrotnym kierunku, niż obstawiali optymiści fintechu.
Licencja Ministerstwa Finansów i jej cichy regulamin
Mam ulubione pytanie do osób, które dopiero wchodzą w temat: ile dokładnie waży licencja na zakłady wzajemne wydana przez Ministerstwo Finansów? Większość odpowiada „dużo”. Ja odpowiadam: tyle, że żaden prezes spółki bukmacherskiej w Polsce nie zaryzykuje jej dla integracji z Klarna. I zaraz wyjaśnię, dlaczego to nie metafora.
Polska ustawa o grach hazardowych nie zawiera przepisu w stylu „Klarna zakazana”. Tu nie ma jednego paragrafu, który blokowałby BNPL z imienia. Mechanizm jest subtelniejszy i właśnie przez to mocniejszy: regulator ma zestaw oczekiwań co do bezpieczeństwa transakcji, identyfikacji gracza, ścieżki audytowej i gospodarowania środkami klienta. Każda metoda płatności musi w tym pejzażu działać przewidywalnie. BNPL z odroczeniem 30 dni i ratami konsumenckimi tworzy w tym pejzażu trzy warstwy ryzyka, których MF nie chce widzieć w portfelu metod licencjonowanego operatora.
Pierwsza warstwa: rozjazd między momentem wpłaty a momentem rzeczywistego przepływu środków. Kiedy gracz „wpłaca” przez BNPL, bukmacher otrzymuje pieniądze od Klarna natychmiast, ale gracz spłaca je przez kolejne tygodnie. Z perspektywy zwykłego sklepu to jest neutralne. Z perspektywy operatora hazardowego, który musi rozliczać podatek 12% od obrotu zakładów wzajemnych — jeden z najwyższych w Europie, dla porównania w Wielkiej Brytanii to 15% od GGR, czyli zupełnie inna baza — pojawia się rachunkowy chaos. Co się liczy: środki postawione, czy środki spłacone? Co z anulowaną ratą? Co ze zwrotem od Klarna, jeśli klient nie spłacił?
Druga warstwa: tożsamość gracza. Bukmacher z licencją MF musi zweryfikować klienta zgodnie z procedurą KYC zanim umożliwi mu pełną grę. Kiedy do tego dochodzi pośrednik, który ma własny scoring, własne dane i własną logikę odmowy — bukmacher traci kontrolę nad spójnością tej weryfikacji. Klient zweryfikowany w bukmacherze może zostać odrzucony przez Klarna z powodu scoringu. Klient zaakceptowany przez Klarna może mieć zupełnie inne dane w panelu bukmachera niż w panelu BNPL. Regulator nie lubi tego rodzaju luk.
Trzecia warstwa: środki klienta. Polskie prawo wymaga, żeby bukmacher trzymał depozyty graczy oddzielnie od własnych środków operacyjnych. Kiedy w grę wchodzi BNPL, granica między „depozytem klienta” a „wierzytelnością Klarna wobec klienta” zamazuje się. Audyt staje się trudniejszy, a w razie problemów z wypłacalnością klienta — bukmacher i Klarna stają w sporze o to, czyje to pieniądze. Polski rynek z 17 licencjami nie ma bólu, którego musiałby leczyć takim ryzykiem.
Prowizje BNPL: matematyka, która wyklucza Klarna z bukmacherki
Liczyłem to z ołówkiem w ręku więcej razy, niż chciałbym przyznać. Wynik zawsze jest ten sam: BNPL nie ma sensu ekonomicznego dla bukmachera, nawet jeśli pominąć regulacje. Pozwólcie, że pokażę to w trzech ruchach.
Polski bukmacher pracuje na bardzo specyficznej marży. Podatek 12% od obrotu na zakłady wzajemne to nie jest podatek od zysku — to podatek od każdej postawionej złotówki, niezależnie od tego, czy bukmacher coś zarobił. Branża zapłaciła w 2024 roku łącznie około 2,5 mld zł — i ta liczba mówi wszystko o skali presji marży. Każda dodatkowa prowizja od metody płatności wchodzi bezpośrednio w wąską warstwę wyniku, która zostaje po podatku.
Tymczasem prowizje BNPL u sprzedawcy detalicznego oscylują w przedziale 4–6% wartości transakcji, a w niektórych konfiguracjach z dłuższymi ratami sięgają wyżej. Dla sklepu z odzieżą, gdzie marża handlowa wynosi 30–50%, oddanie 5% Klarnie ma sens, jeśli zwiększa konwersję i średni koszyk. Dla bukmachera z marżą na bukmacherce w pojedynczych procentach — 5% prowizji od obrotu byłoby kosztem, który zamknąłby ekonomię produktu w tym samym kwartale.
Spójrzmy na to inaczej. Bukmacher ma do wyboru zaakceptować depozyt 1000 zł przez BLIK z prowizją rzędu kilkudziesięciu groszy lub przez hipotetyczną Klarnę z prowizją 40–60 zł. Jeśli ten depozyt zostanie obrócony średnio 1,5–2 razy, podatek od obrotu wyniesie 180–240 zł. Z prowizją Klarna do tej samej puli kosztów dochodzi kolejne 40–60 zł. Marża netto bukmachera od tego klienta — i tak wątła — robi się ujemna, zanim zostanie wypłacona pierwsza wygrana.
Klient detaliczny tego nie widzi, bo widzi tylko panel kasy. Ale prezes finansowy spółki bukmacherskiej widzi to bardzo dobrze. Dlatego nawet w teoretycznym świecie, w którym Spelinspektionen i UKGC nie istnieją, BNPL nie wszedłby do bukmacherki przez sito kosztowe. Po prostu się nie spina.
AML, KYC i dlaczego BNPL psuje cały łańcuch weryfikacji
Tu jest moment, w którym lubię przytaczać Marka Skrzyńskiego z Stowarzyszenia Bukmacherzy Razem. W kwietniu 2026 na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach mówił rzecz, którą każdy compliance officer w branży zna na pamięć: legalni operatorzy spełniają wymogi AML, prowadzą mechanizmy odpowiedzialnej gry i blokują nieletnich, jednocześnie konkurując z podmiotami, które nie robią żadnej z tych rzeczy. To zdanie tłumaczy, dlaczego polski bukmacher nie chce dokładać sobie kolejnej warstwy ryzyka kompliansowego, jaką byłby BNPL.
AML w polskiej bukmacherce to procedura, która zaczyna się od pierwszej wpłaty i nie kończy się nigdy. Operator monitoruje wzorce transakcyjne, źródło środków, częstotliwość depozytów, stosunek wpłat do wypłat. Wpłata z konta bankowego klienta to ścieżka prosta — bukmacher widzi pochodzenie pieniędzy. Wpłata przez BNPL to ścieżka okrężna: bukmacher dostaje pieniądze od Klarna, Klarna dostaje pieniądze od klienta z opóźnieniem, a w międzyczasie klient mógł wziąć pożyczkę gotówkową, sprzedać samochód lub wziąć kolejną kartę kredytową, żeby spłacić Klarna. AML w takim łańcuchu robi się archeologią.
KYC ma podobny problem. Polski operator weryfikuje klienta dokumentem tożsamości, adresem, numerem konta. BNPL ma własny zestaw danych — w tym historię spłat, scoring, deklaracje dochodów. Te zestawy nigdy nie są w 100% zgodne. Klient może mieć w Klarna inne nazwisko panieńskie, inny adres do korespondencji, inną datę założenia produktu. W razie kontroli regulatora bukmacher musi pokazać spójną ścieżkę identyfikacji. BNPL tę ścieżkę psuje na poziomie struktury danych, a nie tylko jednorazowych błędów.
Ryzyko reputacyjne: Klarna nie chce być twarzą długu hazardowego
Pamiętam wieczór, kiedy w 2021 roku internet w Wielkiej Brytanii wybuchł awanturą o Klarnę na Betway. Posłanka Stella Creasy napisała publicznie do Klarna na Twitterze, że dobrze widać, jak ich logo świeci w kasie bukmachera, i że jeśli Klarna nie chce być częścią tego mechanizmu — niech zablokuje swój produkt, zamiast tweetować dyplomatyczne stanowiska. To był moment, który zmienił wewnętrzną politykę kilku BNPL-firm w Europie. Klarna od tamtej pory mówi jedno, robi drugie, ale na rynku polskim wybrała trzecie: po prostu nie wchodzić w hazard w ogóle.
Sebastian Siemiatkowski, CEO i współzałożyciel Klarna, w rozmowie z CNBC chwalił wytyczne CFPB dotyczące ochrony konsumentów i podkreślał, że Klarna już teraz bada spory, pokrywa zwroty i udostępnia informacje w aplikacji. Przedstawicielka Klarna Flora Coleman szła jeszcze dalej w panelu IFGS 2024, mówiąc, że firma jest gotowa na regulacje jako bank z licencją i że nowe zasady podniosą poziom całego sektora do standardów Klarna. Brzmi to świetnie w Davos. Tylko że jednocześnie firma celuje IPO na NYSE z wyceną 19 mld dolarów — wrzesień 2025, największe IPO roku w tamtym momencie. Z tej perspektywy hazard jest dla zarządu Klarna niczym więcej, jak ryzykiem reputacyjnym, które trzeba zminimalizować przed inwestorami.
Bank z licencją, który chce być postrzegany jako odpowiedzialny fintech, nie idzie do branży, w której Spelinspektionen właśnie wprowadziła zakaz BNPL z karą do 10% rocznych przychodów operatora. Nie idzie do branży, w której aktywiści — Matt Zarb-Cousin z Gamban i Clean Up Gambling — publicznie wytykają, że „Klarna nie jest opcją zapłać później, tylko szybkim przelewem omijającym blokady transakcji”. Nie idzie do branży, w której własna PR-strategia musi się tłumaczyć z każdej obecności na takim merchancie.
Klarna w Polsce ma 2,5 mln aktywnych użytkowników i ponad pół miliona miesięcznych użytkowników aplikacji w 10 tysiącach polskich e-sklepów. Wzrost przez 9 miesięcy 2024 roku to ponad 20 mln zł obrotu w polskim e-commerce. To są liczby, które nie pozwalają firmie ryzykować nawet jednym kontraktem z bukmacherem, gdyby okazał się nagłówkiem w prasie.
Innymi słowy: nawet gdyby polski bukmacher chciał Klarnę, Klarna nie chce polskiego bukmachera. Jeśli ktoś szuka analogii — pamiętacie, jak korporacyjne banki przez lata nie chciały obsługiwać kasyn nawet legalnych? To ten sam mechanizm, tylko nowszy.
Bukmacher jako merchant — dlaczego MCC 7995 zamyka temat
Najprostszy test, którego używam, kiedy ktoś pyta mnie, „ale dlaczego Klarna nie zintegruje się z bukmacherem na cichu?” — to opowieść o czterech cyfrach. Te cztery cyfry nazywają się MCC 7995. To globalny kod, którym Visa i Mastercard od dekad oznaczają transakcje hazardowe: zakłady, kasyna, loterie. Kiedy bank widzi tę kombinację w transakcji, wie, że klient płaci za hazard.
Klarna w roli pośrednika płatniczego musiałaby albo akceptować ten kod u swoich merchantów, albo go ukrywać. Akceptować — to oznacza, że bank klienta zobaczy „Klarna — hazard online” w wyciągu i potencjalnie zablokuje transakcję, jeśli klient włączył sobie blokadę płatności hazardowych. Ukrywać — to oznacza, że Klarna staje się narzędziem obejścia mechanizmu ochrony konsumenta, a tego dokładnie zarzucała Klarnie Stella Creasy w sprawie Betway. Pozycja „płaci, ale nie wygląda na hazardową” była kością niezgody między aktywistami a fintechem przez kilka lat.
W Polsce mBank, ING, PKO BP i Santander oferują klientom funkcję dobrowolnej blokady płatności hazardowych. Klient włącza ją w aplikacji, a bank zatrzymuje transakcje z kodem MCC 7995. Mechanizm działa na karcie debetowej i kredytowej. Mechanizm nie działa na zwykłym przelewie bankowym do dostawcy, który nie został oznaczony jako hazardowy. I tu pojawia się scenariusz, którego boi się każdy compliance officer: Klarna jako pośrednik mógłby teoretycznie przepuścić transakcję jako „płatność za zakupy” do bukmachera, a klient — przekonany, że ma skuteczną blokadę — dowiedziałby się o tym za późno.
Polski bukmacher z licencją MF nie chce być partnerem w takim scenariuszu. Po pierwsze, regulator karze za sprzedaż usług osobom, które aktywnie się od hazardu odgrodziły. Po drugie, każda taka sprawa kończy się skargą do KNF, do RPO, do mediów. Po trzecie, w środowisku, w którym 51% aktywnych polskich graczy nie wie, że Total Casino to jedyne legalne kasyno online, a wpłaty do nielegalnych operatorów drenują z polskich kont około 15 mld zł rocznie, branża świętą ostrożność wdraża w każdym ruchu — bo każde potknięcie, które zdejmie zaufanie, zostanie wykorzystane przez konkurencję z szarej strefy.
MCC 7995 nie jest paragrafem prawa. To konwencja systemu kart płatniczych. Ale w praktyce blokuje BNPL na hazardzie skuteczniej niż niejedna ustawa. Więcej o mechanice tego kodu i banków rozpisałem w osobnym tekście — Kod MCC 7995: jak banki rozpoznają płatności hazardowe.
Polityka wewnętrzna Klarna: co jest napisane, a co praktykowane
W 2021 roku ktoś w obsłudze klienta Betway napisał oświadczenie, które potem przebijało się przez prasę branżową przez kolejne lata: funkcja kredytowa Klarna, czyli rozłożenie strat lub kup teraz zapłać później, nie jest dostępna dla transakcji hazardowych w Betway. Klarna w odniesieniu do strony występuje wyłącznie jako metoda przelewu bankowego lub debetowego. To zdanie było momentem, w którym Klarna i Betway próbowały zapisać kompromis: tak, jesteśmy w kasie, ale nie sprzedajemy kredytu. To linie obrony, których do dziś trzyma się Klarna w branżowych dyskusjach.
Tylko że w praktyce tej polityki nigdy nie da się egzekwować z poziomu konsumenta. Jeśli na stronie bukmachera jest Klarna, to klient widzi panel Klarna. Jeśli klient ma konto w Klarna, na którym zapisana jest jego zdolność do otrzymania pay-in-30, to ekran Klarna pokaże mu też tę opcję. Brak technicznego wymuszenia trybu „tylko przelew” oznacza, że granica między natychmiastowym przelewem bankowym a kredytem konsumenckim w samym produkcie jest cienka. Zarządzanie tą granicą wymaga bardzo precyzyjnej integracji po stronie merchanta.
Polski bukmacher patrzy na to i mówi sobie: po co? Po co integrować produkt, w którym nawet sam dostawca usługi otwarcie deklaruje, że „nie wszystko jest dla was dostępne”? Po co inwestować zasoby IT, działu prawnego, działu compliance i marketingu w metodę, która ma zewnętrzny kaganiec, którego z tygodnia na tydzień można zacisnąć jeszcze mocniej? Łatwiej już dodać kolejny e-portfel albo poprawić integrację BLIK.
Co ciekawe, statystyki Klarna brzmią solidnie z perspektywy konsumenta: poziom przeterminowanych spłat poniżej 1%, 31% klientów spłaca zobowiązania przed terminem, ponad 90% nie płaci żadnych odsetek. Newsweek przytaczał te liczby, kiedy firma broniła się przed zarzutami CFPB. Tylko że te wskaźniki są zbierane na zwykłym e-commerce, gdzie typowy przedmiot to buty, słuchawki albo kosmetyki. Hazard zachowuje się statystycznie inaczej — gracz problemowy nie kupuje raz w miesiącu, tylko codziennie, i to gdy jest pod presją emocjonalną. Profil ryzyka, który u Klarna wynosi mniej niż 1%, w hazardzie poszedłby w górę o rząd wielkości w pierwszym kwartale.
Niemcy jako kontrprzykład: co Polska może z tego wyciągnąć
„A w Niemczech?” — pyta mnie regularnie ktoś, kto był w Berlinie i widział Klarnę w lobby Tipico. Niemcy są lepszym laboratorium niż większość ludzi sądzi. Tam też Klarna nie jest standardową metodą depozytu u licencjonowanych bukmacherów, mimo że jest jednym z największych graczy BNPL na rynku.
Niemiecki rynek hazardowy po reformie z 2021 roku ma własne szczelne ramy: licencja Glücksspielbehörde (GGL), limity miesięcznych wpłat 1000 euro na gracza, obowiązkowe panic buttony i przerwy w grze. Niemiecki regulator nie zakazuje BNPL imiennie, ale wymaga od operatorów pełnej kontroli nad pochodzeniem środków klienta. W tych ramach Klarna nie pasuje do roli głównego kanału depozytowego — bo wprowadza w łańcuch kredyt, a zasada „depozyt z własnych środków klienta” jest podpięta pod limity wpłat i pod monitoring uzależnień.
Co ważniejsze, niemieccy bukmacherzy operują na tym samym ograniczeniu prowizyjnym co polscy: wąska marża i wysokie obciążenia podatkowe. Niemiecki podatek od stawek wynosi 5,3% obrotu — niższy od polskiego, ale wciąż agresywny w porównaniu z modelami opartymi na GGR. Każda integracja, która zjada dodatkowe punkty procentowe marży, jest kalkulowana z dokładnością, której nie ma w sklepie z odzieżą. Niemiecki Tipico, podobnie jak polski STS, woli mieć Sofort, kartę debetową i przelew natychmiastowy niż BNPL.
Polska może z tego wyciągnąć dwie rzeczy. Pierwsza: przekonanie „duże rynki UE dawno już to mają” jest fałszywe. Klarna w hazardzie nie ma ugruntowanej obecności nigdzie w Unii — co najwyżej była i jest w wąskim wycinku rynku UK, gdzie zostawiła po sobie awanturę, którą wszyscy regulatorzy obejrzeli i zapamiętali. Druga: model regulacyjny ma znaczenie. Tam, gdzie regulator wymusza ścisły monitoring źródła środków, BNPL traci ekonomiczną i operacyjną logikę.
Co musiałoby się zmienić, żeby Klarna pojawiła się u polskich bukmacherów
Czasami spotykam ludzi, którzy mają nadzieję, że Klarna w polskiej bukmacherce to kwestia czasu i lobbyingu. Nie chcę odbierać im złudzeń, ale daję ten test: wymieńcie trzy rzeczy, które musiałyby się zmienić jednocześnie. Spróbuję to zrobić za was, bo siedem lat w branży nauczyło mnie, że taki test rzadko ktoś zalicza.
Po pierwsze, musiałby zmienić się model regulacji w samej Polsce. Mówię o systemie, w którym podatek od stawek liczony jest od GGR zamiast od obrotu, a marże operatorów stałyby się w ogóle wystarczające do absorpcji kosztów BNPL. Birgitte Sand, była regulator rynku gier w Danii, na panelu w Katowicach przypominała, że zanim Dania wprowadziła system licencyjny, kanalizacja rynku wynosiła około 10%. Rok po zmianach skoczyła do 60%. To pokazuje, że model regulacji bezpośrednio decyduje o tym, jakie produkty wchodzą do legalnego obiegu. Polska dziś jest w innym miejscu — i kierunek zmian, jeśli będą, prawdopodobnie nie pójdzie w stronę liberalizacji.
Po drugie, musiałaby zmienić się polityka samej Klarna wobec hazardu. Tymczasem Klarna idzie w przeciwnym kierunku. Po debiucie na NYSE i pod presją CFPB, Spelinspektionen i regulatorów Holandii, Belgii oraz Francji, którzy aktywnie analizują szwedzką decyzję — Klarna nie ma żadnego biznesowego powodu, by wchodzić w hazard. Profesor Artur Nowak-Far z SGH, były wiceminister spraw zagranicznych, na panelu w Katowicach mówił rzecz, którą zapamiętałem: prawo unijne dopuszcza oba rozwiązania, ale regulacja musi być oparta na ochronie graczy, a nie na chęci zwiększania dochodów państwa. Klarna jako licencjonowany bank nie chce się znaleźć po niewłaściwej stronie tego wektora.
Po trzecie, musiałaby zmienić się sama matematyka prowizyjna. Klarna musiałaby zaoferować bukmacherom model rozliczeń bardziej zbliżony do bramki płatniczej z prowizją w okolicach 1–2% — porównywalnej z tym, co operator oddaje za BLIK lub kartę. Tylko że w tym modelu Klarna traci to, co stanowi jej tożsamość: kredyt konsumencki. A bez kredytu Klarna jest po prostu jeszcze jednym dostawcą szybkiego przelewu, którego rynek już ma w postaci Sofort, Trustly i Pay Now.
Trzy zmiany jednocześnie. Zwykle w takich konfiguracjach dochodzimy do wniosku, że pierwsza jeszcze byłaby możliwa za pięć lat, druga jest mało prawdopodobna w tej dekadzie, a trzecia jest sprzeczna z modelem biznesowym. Stąd realna odpowiedź na pytanie „kiedy Klarna pojawi się u STS, Fortuny lub Superbet” brzmi: nie pojawi się przy obecnym ułożeniu rynku. Zmiana wymagałaby przewrotu, którego dziś nikt poważnie nie planuje.
Najważniejsze wnioski po siedmiu latach obserwacji rynku
Po siedmiu latach śledzenia tego rynku zostawiam czytelnika z trzema obserwacjami, które według mnie najlepiej tłumaczą, dlaczego Klarna nie jest i prawdopodobnie nie będzie u polskich bukmacherów.
Pierwsza: ekonomia. Polski bukmacher nie ma marży, żeby zapłacić Klarnie 4–6% prowizji od obrotu, a Klarna nie zejdzie do prowizji bramki płatniczej, bo to znosi jej model biznesowy. To matematyczne ograniczenie, które żadna kampania marketingowa nie obejdzie. Branża, która w 2024 roku odprowadziła 2,5 mld zł podatku od obrotu, liczy każdy punkt procentowy.
Druga: regulacje. Zarówno polskie wymogi MF wobec licencjonowanych operatorów, jak i kierunki regulacyjne w UE — zakaz BNPL w Szwecji od kwietnia 2026, analizowane decyzje w Holandii, Belgii i Francji — przesuwają środowisko prawne w stronę zaostrzania, a nie liberalizowania. To jest tendencja kontynentalna, której polski rynek nie pójdzie pod prąd.
Trzecia: reputacja. Klarna jako fintech notowany na NYSE z wyceną 19 mld dolarów ma więcej do stracenia niż do zyskania na obecności w bukmacherce. Każdy nagłówek o „Klarna i dług hazardowy” w czasach, kiedy długi związane z hazardem w Szwecji sięgnęły 138 mld koron, jest dla zarządu Klarna ryzykiem niewspółmiernym do potencjalnych zysków. Klarna woli dyskutować o regulacjach BNPL z prezesami banków centralnych niż o swojej obecności na ekranie depozytu Betway.
Z tych trzech sił wynika cisza, którą widzimy w panelach kasy polskich bukmacherów. Nie ma Klarna, nie ma PayPo, nie ma Twisto i prawdopodobnie nie pojawi się Allegro Pay. Polskie bukmacherki opierają się na BLIK, kartach debetowych, przelewach natychmiastowych i kilku e-portfelach. Jeśli szukacie alternatywy dla Klarna, opisałem mapę dostępnych metod osobno — łącznie z porównaniem czasu wypłaty i limitów. Tutaj zostawiam was z odpowiedzią na pytanie, dlaczego tej alternatywy w ogóle szukacie: bo BNPL w polskiej bukmacherce to nie jest produkt, który czeka za rogiem. To produkt, którego rynek nie chce, a regulator nie wpuści.